wtorek, 30 października 2012

Ale że o co chodzi? Nanana.

Padając w apogeum zmęczenia na łóżko, nie zdejmując puchatego swetra i nie poprawiając koślawego kucyka, wtuliła się w poduszkę. Dawno nie czuła się tak wyczerpana, co było dziwnym dla jej umysłu stanem. Nie próbowała zasnąć. Leżąc tak, niezdolna do poruszenia się nawet na kilka głupich chwil, by zdjąć z siebie uciążliwe ubrania, niemrawo tylko sięgnęła po różowe monstrum w swoim pobliżu. Pogłaskała jednorożca, który jak zwykle patrzył się na nią swoimi tępymi ślepiami, i uśmiechnęła się niemrawo.
— Nie masz problemów życiowych, ty kochany frajerze — szepnęła, zaraz leniwie obracając się na drugi policzek. Musnęła przy tym uchem o pościel, przez co syknęła; nie lubiła uczucia, kiedy kolczyk o coś zahaczał, co jak na złość jej istnieniu robił nawet często. Cóż jednak poradzić?
Przeleżała jeszcze tak dłuższą chwilę, po czym z niezbyt wielką chęcią podniosła się i podchmielonym krokiem ruszyła w kierunku biurka. Wzięła laptop i zaraz usiadła na podłodze po turecku, otwierając przed sobą okno na świat i pierdoląc wszelkie pogróżki starszych pokoleń, że na zimnej podłodze złapie wilka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz i kocham cieplutko, foko. ♡
Ale spam usuwam, uściślając. Bo po co mi...?

KOCHAM WAS ♡